Odkryłam ostatnio rzecz, która potrafi wywołać awanturę na
facebooku i forach. Jest kontrowersyjna jak diabli. Potrafi podzielić
i skłócić ludzi mieszkających ze sobą, pochodzących z jednej
rodziny, przyjaciół i współpracowników. Spytacie co to? Jajco.
Serio.
Jakiś czas temu
znalazłam się w samym sercu kłótni o jajka. Poszło o to, że w
jakimś przepisie w grupce wegan i wegetarian pojawiło się jajko.
Niewinne jajco z marketu zostało rzucone na stół niczym jabłko
bogini Eris i wywołało wzajemne oskarżenia. A że za jajkiem stoi
cierpienie zwierząt, a że ten, kto patrzy innym do talerza do
wegenazista, a że to, a że coś tam. I nagle pojawiło się zdanie,
którego nienawidzę. Mianowicie, że nie można mówić, że się
kocha zwierzęta, skoro je się jajka, a w ogóle to albo jesteś
weganinem, albo mordercą.
Najprostszy sposób,
żeby podzielić ludzi, to pozwolić im uwierzyć, że są tylko dwie
drogi, a ci, którzy wybierają inną niż my, to
mordercy/złodzieje/idioci itp. Nie jem mięsa i z miesiąca na
miesiąc coraz bardziej ograniczam jaja i produkty mleczne. To jest
mój wybór i sama z sobą czuję się z tym lepiej. Lubię zrobić
coś wegetariańskiego lub wegańskiego w domu na obiad. Lubię
pokazywać znajomym i rodzinie, jak pyszne może być jedzenie bez
mięsa. Jeżeli domownicy czy znajomi jedzą mięso – nie wtrącam
się. Dzięki temu co robię, w moim domu faktycznie mięso pojawia
się już dużo rzadziej. Wielu znajomych przekonało się, że
jedzenie bez mięsa może być smaczne, sycące i ich nie zabije.
Zastanawiam się natomiast, co bym osiągnęła, zakładając z góry,
że każdy z moich znajomych to morderca, osoba niewrażliwa i
ogólnie albo robisz jak ja, albo nie pokazuj mi się na oczy.
To, co widziałam w
tej grupie, to było tak zwane zmienianie świata od dupy strony.
Trzeba cieszyć się każdym postępem, jaki ludzie wykonują. Ktoś
jadł mięso codziennie, ale ze względu na dobro planety i
zwierzaków ograniczył do 3 razy w tygodniu? Super! Ktoś
wyeliminował z diety mięso już prawie, prawie, ale raz w tygodniu
je rybę? Też dobrze!
Kiedyś praktycznie
napadł na mnie z pretensjami facet, który zauważył, że mam
skórzane buty. Buty miały wtedy chyba ze 3 lata, mięsa nie jadłam
od roku. Nie wywalę dobrych butów na śmietnik przecież. To
dopiero by było niepotrzebne śmiecenie. Typ się nie zainteresował
bynajmniej tym, kim jestem, jakim jestem człowiekiem, czy pomagam
zwierzętom, czy jem mięso. Zobaczył moje buty i mnie skreślił,
przyklejając mi łatkę morderczyni.
Myślę, że masa
ludzi zniechęci się, próbując choćby ograniczać mięso, jeżeli
będą obiektem napaści restrykcyjnych wegan, którzy będą im
udowadniać na każdym kroku za jak wielką zgniliznę moralną ich
mają.
Nie popieram
zabijania zwierząt na mięso, dlatego zachęcam do próbowania
wegańskich potraw. Dlatego cieszę się, gdy ktoś ogranicza mięso.
Dlatego fajnie, że koleżanka już mięsa nie je, ale jeszcze nie
zrezygnowała ze skórzanych butów. Nie trzeba od razu robić
wszystkiego. Nie trzeba od razu radykalnie. Każda zmiana to wielka
zmiana.
Jedna grupowiczka mi
wytknęła kiedyś, że no mięsa nie jem, ale hoduję koty! A koty
jedzą mięso. I gdybym była za obroną zwierząt, to nie karmiłabym
kotów mięsem, albo nie hodowałabym kotów. Po pierwsze, kot to
mięsożerca. Mięso jest mu niezbędne. Nie mogę nie dać kotu
mięsa. To jakbym uparła się karmić pszennymi bułkami osobę,
która ma nietolerancję glutenu. Po drugie, dziękuję za takich
obrońców zwierząt, którzy woleliby, żeby moje koty były
bezdomne, niż miałabym je trzymać w domu i otaczać opieką,
karmiąc mięsem.
Na koniec wstawiam
zdjęcie wegańskiego pad thai ze strony wegepedia.pl :)
